Pages

10.14.2013

Rozdział 8

JAMES :
- Lily się budzi. - Kiedy tylko usłyszałem te słowa wstałem z miejsca i natychmiast pognałem do SS. Przed drzwiami był niezły tłum, a ja po prostu musiałem przepchać się do Lils.
LILY :
-O kochanieńka, obudziłaś się. Nieźle pospałaś.-usłyszałam głos pani Pomfrey. Zaraz dam Ci coś, żebyś mogła już stąd wyjść.- zabrała sie za szukanie czegoś. Nawet nie słuchałam jej bezmyślnej paplaniny, do momentu w którym poczułam coś w swoich ustach.. Jaki ten eliksir jest pyszny.  - Teraz możesz sobie iść. Tutaj masz ubrania - wskazała na krzesło po lewej.- Przed salą jest wiele osób które chcą się z tobą spotkać. -uśmiechnęła się i poszła do swojego gabinetu by dać mi chwilę prywatności. Przebrałam się w szatę i wyszłam z sali.
-Lily.! Lily.! Jak się czujesz.? Co się stało.? Żyjesz.? - wszyscy krzyczeli, jeden przez drugiego. Od tego hałasu rozsadzało mi głowę.
-Chcę być sama. – powiedziałam cicho. Nikt Mnie nie usłyszał, więc powtórzyłam głośniej. – Chcę być sama.
- Co jest? Czemu? – zadawano pytania. Ale ja po prostu przepchałam się na koniec tłumu i poszłam do dyrektora. Wiedziałam doskonale, co chcę zrobić.  Powiedziałam hasło, które jako Prefekt musiałam znać i weszłam po schodach.  Nieśmiało zapukałam w drzwi.
-Wejdź Lily. – Usłyszałam głos poczciwego Dumbledora.
-Dzień dobry, profesorze. – powiedziałam wchodząc . – Mam do pana bardzo ważną sprawę.
-O co chodzi, Lilianne ? – zapytał zaniepokojony.
-Czy mogę pojechać na tydzień do Instytutu Magii Durmstrang ? Proszę. – Dlaczego Durmstrang a nie Beauxbatons ? Po prostu czułam, że Dimitrij mnie zrozumie i mi pomoże. Ufałam  mu.
- Ale dlaczego? – jak zwykle ciekawski staruszek.
-Potrzebuję się z kimś spotkać. Bardzo pana proszę, panie profesorze. – powiedziałam błagającym Gosem.
- Dobrze, Lily. Od poniedziałku będziesz przez tydzień uczyć się w Durmstrangu, a jeden uczeń przyjedzie na wymianę za Ciebie. – powiedział pan profesor z uśmiechem.
-Bardzo dziękuję. – uśmiechnęłam się. – Dowidzenia. – wyszłam z gabinetu. Powoli zeszłam na korytarz. Nie miałam jeszcze ochoty wracać do Pokoju Wspólnego Gryfonów, więc postanowiłam przejść się po szkole. Spacerowałam dość długo rozmyślając nad tym, co powiem mojemu bratu kiedy się spotkamy, aż zawędrowałam do lochów. Zupełnie zapomniałam, że wkroczyłam na terytorium Ślizgonów. Szłam, i szłam będąc co raz bliżej ich pokoju wspólnego, aż w końcu…
- Ho ho ho,a co szlama robi w lochach – usłyszałam dobrze mi znany, głos Malfoy’a i jego śmierciożerców. Beznadziejny głupek.
- Tak się składa Malfoy, że spaceruje. – odpowiedziałam dzielnie.
- Ale to jest teren wolny od szlam, skarbie. – powiedział sarkastycznie – A ty go bezcześcisz.
-Stul pysk Malfoy. Tak się składa, że nie jestem szlamą. – powiedziałam i zarzuciłam włosy na bok.
- Już stulam. – powiedział pokornie. – Wybacz mi, ja nie wiedziałem – zaczął prosić o przebaczenie.
- Już dobrze Malfoy. Tym razem Ci wybaczam. – uśmiechnęłam się do niego. – Tylko, niech mi się to nie powtarza. – odchodząc, poklepałam go w policzek.
MALFOY:
- Lily jest taka … - powiedziałem, kiedy wchodziliśmy do PW. – niezła z niej laska.
- Nie mów Malfoy, że w córce Tom’a się zabujałeś.? – zaśmiał się Crabb.
- A żebyś wiedział. – odpowiedziałem. Lily jest wspaniała.



LILY :
Powolnym krokiem wracałam do PW. Przed drzwiami zamieniła kilka zdań z różnymi portretami. W końcu weszłam do Pokoju.  Nagle wszystkie spojrzenia skierowane zostały w moją stronę, a ja sama stanęłam w miejscu skrępowana nagłym zainteresowaniem. Trwaliśmy tak w ciszy, dopóki Syriusz nie zbiegł ze schodów. Zatrzymał się na brzegu i popatrzył na mnie, po czym podbiegł i mnie przytulił.
-Nareszcie jesteś, Lily. – wyszeptał w moje włosy. Wtuliłam się w niego. – Tęskniłem za tobą.
- Tego mi było trzeba –powiedziałam cicho. Po chwili dołączył do nas Remus, Peter, i praktycznie wszyscy Gryfoni. Nie było tylko Jamesa. Kiedy przestaliśmy się przytulać, w starym gronie usiedliśmy na kanapie i fotelach przy kominku.
- Gdzie James.? – zapytałam
- Jest w pokoju. – Odpowiedział mi Syriusz. – A co.? Stęskniłaś się.? – zaśmialiśmy się.
- Nie, chcę wyjaśnić jedną rzecz. – wstałam z kolan chłopaka. – Za chwilę wracam. – powoli poszłam po schodach do dormitorium chłopaków. Zapukałam w drzwi. Jeden raz, drugi raz i nic. Postanowiłam otworzyć drzwi.  Weszłam po cichu i zauważyła James’a siedzącego przy oknie. Skupiony był na widokach, a myślami pewnie odpływał w dalekie krainy. Podeszłam do chłopaka i położyłam mu rękę na ramieniu. Gwałtownie odwrócił się i wstał o mało mnie nie przewracając.

-James,spokojnie. –zwróciłam mu uwagę. Kiedy zobaczył, że to ja, uspokoił się. Chciał mnie przytulić, ale zatrzymałam go. – Chcę tylko coś wyjaśnić. Nic się nie zdarzyło, o niczym nie wiesz. A jeśli komukolwiek powiesz, ministerstwo wykasuje Ci pamięć – CO. JA. MÓWIĘ. No ale przynajmniej nic nikomu nie wypapla.
-  Lily… - zaczął, chcąc mi coś wytłumaczyć, lecz ja zdążyłam pójść do drzwi.
- To moje ostatnie słowa James. – powiedziałam i wyszłam. Zeszłam na dół, by posiedzieć jeszcze z Syriuszem. Do końca dnia nie widziałam Jamesa.  Tak minął mi czwartek.    



WIEM ŻE DŁUGO,ŻE KRÓTKI I ŻE GÓWNO.
PRZEPRASZAM.

No comments:

Post a Comment