JAMES :
- Lily
się budzi. - Kiedy tylko usłyszałem te słowa wstałem z miejsca i natychmiast
pognałem do SS. Przed drzwiami był niezły tłum, a ja po prostu musiałem
przepchać się do Lils.
LILY :
-O
kochanieńka, obudziłaś się. Nieźle pospałaś.-usłyszałam głos pani Pomfrey.
Zaraz dam Ci coś, żebyś mogła już stąd wyjść.- zabrała sie za szukanie czegoś.
Nawet nie słuchałam jej bezmyślnej paplaniny, do momentu w którym poczułam coś
w swoich ustach.. Jaki ten eliksir jest pyszny. - Teraz możesz sobie iść.
Tutaj masz ubrania - wskazała na krzesło po lewej.- Przed salą jest wiele osób
które chcą się z tobą spotkać. -uśmiechnęła się i poszła do swojego gabinetu by
dać mi chwilę prywatności. Przebrałam się w szatę i wyszłam z sali.
-Lily.!
Lily.! Jak się czujesz.? Co się stało.? Żyjesz.? - wszyscy krzyczeli, jeden
przez drugiego. Od tego hałasu rozsadzało mi głowę.
-Chcę być
sama. – powiedziałam cicho. Nikt Mnie nie usłyszał, więc powtórzyłam głośniej.
– Chcę być sama.
- Co
jest? Czemu? – zadawano pytania. Ale ja po prostu przepchałam się na koniec
tłumu i poszłam do dyrektora. Wiedziałam doskonale, co chcę zrobić. Powiedziałam hasło, które jako Prefekt
musiałam znać i weszłam po schodach.
Nieśmiało zapukałam w drzwi.
-Wejdź
Lily. – Usłyszałam głos poczciwego Dumbledora.
-Dzień
dobry, profesorze. – powiedziałam wchodząc . – Mam do pana bardzo ważną sprawę.
-O co
chodzi, Lilianne ? – zapytał zaniepokojony.
-Czy mogę
pojechać na tydzień do Instytutu Magii Durmstrang ? Proszę. – Dlaczego
Durmstrang a nie Beauxbatons ? Po prostu czułam, że Dimitrij mnie zrozumie i mi
pomoże. Ufałam mu.
- Ale dlaczego? – jak zwykle
ciekawski staruszek.
-Potrzebuję się z kimś spotkać.
Bardzo pana proszę, panie profesorze. – powiedziałam błagającym Gosem.
- Dobrze, Lily. Od poniedziałku
będziesz przez tydzień uczyć się w Durmstrangu, a jeden uczeń przyjedzie na
wymianę za Ciebie. – powiedział pan profesor z uśmiechem.
-Bardzo dziękuję. – uśmiechnęłam
się. – Dowidzenia. – wyszłam z gabinetu. Powoli zeszłam na korytarz. Nie miałam
jeszcze ochoty wracać do Pokoju Wspólnego Gryfonów, więc postanowiłam przejść
się po szkole. Spacerowałam dość długo rozmyślając nad tym, co powiem mojemu bratu
kiedy się spotkamy, aż zawędrowałam do lochów. Zupełnie zapomniałam, że
wkroczyłam na terytorium Ślizgonów. Szłam, i szłam będąc co raz bliżej ich
pokoju wspólnego, aż w końcu…
- Ho ho ho,a co szlama robi w
lochach – usłyszałam dobrze mi znany, głos Malfoy’a i jego śmierciożerców.
Beznadziejny głupek.
- Tak się składa Malfoy, że
spaceruje. – odpowiedziałam dzielnie.
- Ale to jest teren wolny od szlam,
skarbie. – powiedział sarkastycznie – A ty go bezcześcisz.
-Stul pysk Malfoy. Tak się składa,
że nie jestem szlamą. – powiedziałam i zarzuciłam włosy na bok.
- Już stulam. – powiedział
pokornie. – Wybacz mi, ja nie wiedziałem – zaczął prosić o przebaczenie.
- Już dobrze Malfoy. Tym razem Ci
wybaczam. – uśmiechnęłam się do niego. – Tylko, niech mi się to nie powtarza. –
odchodząc, poklepałam go w policzek.
MALFOY:
- Lily jest taka … - powiedziałem,
kiedy wchodziliśmy do PW. – niezła z niej laska.
- Nie mów Malfoy, że w córce Tom’a
się zabujałeś.? – zaśmiał się Crabb.
- A żebyś wiedział. – odpowiedziałem.
Lily jest wspaniała.
LILY :
Powolnym krokiem wracałam do PW.
Przed drzwiami zamieniła kilka zdań z różnymi portretami. W końcu weszłam do
Pokoju. Nagle wszystkie spojrzenia
skierowane zostały w moją stronę, a ja sama stanęłam w miejscu skrępowana
nagłym zainteresowaniem. Trwaliśmy tak w ciszy, dopóki Syriusz nie zbiegł ze
schodów. Zatrzymał się na brzegu i popatrzył na mnie, po czym podbiegł i mnie
przytulił.
-Nareszcie jesteś, Lily. –
wyszeptał w moje włosy. Wtuliłam się w niego. – Tęskniłem za tobą.
- Tego mi było trzeba –powiedziałam
cicho. Po chwili dołączył do nas Remus, Peter, i praktycznie wszyscy Gryfoni.
Nie było tylko Jamesa. Kiedy przestaliśmy się przytulać, w starym gronie
usiedliśmy na kanapie i fotelach przy kominku.
- Gdzie James.? – zapytałam
- Jest w pokoju. – Odpowiedział mi
Syriusz. – A co.? Stęskniłaś się.? – zaśmialiśmy się.
- Nie, chcę wyjaśnić jedną rzecz. –
wstałam z kolan chłopaka. – Za chwilę wracam. – powoli poszłam po schodach do
dormitorium chłopaków. Zapukałam w drzwi. Jeden raz, drugi raz i nic. Postanowiłam
otworzyć drzwi. Weszłam po cichu i
zauważyła James’a siedzącego przy oknie. Skupiony był na widokach, a myślami
pewnie odpływał w dalekie krainy. Podeszłam do chłopaka i położyłam mu rękę na
ramieniu. Gwałtownie odwrócił się i wstał o mało mnie nie przewracając.
-James,spokojnie. –zwróciłam mu
uwagę. Kiedy zobaczył, że to ja, uspokoił
się. Chciał mnie przytulić, ale zatrzymałam go. – Chcę tylko coś wyjaśnić. Nic się
nie zdarzyło, o niczym nie wiesz. A jeśli komukolwiek powiesz, ministerstwo
wykasuje Ci pamięć – CO. JA. MÓWIĘ. No ale przynajmniej nic nikomu nie wypapla.
-
Lily… - zaczął, chcąc mi coś wytłumaczyć, lecz ja zdążyłam pójść do
drzwi.
- To moje ostatnie słowa James. – powiedziałam
i wyszłam. Zeszłam na dół, by posiedzieć jeszcze z Syriuszem. Do końca dnia nie
widziałam Jamesa. Tak minął mi czwartek.
WIEM ŻE DŁUGO,ŻE KRÓTKI I ŻE GÓWNO.
PRZEPRASZAM.
PRZEPRASZAM.
No comments:
Post a Comment